Pewnego dnia, było bardzo ciepło, dlatego postanowiłam wyjść na spacer z psami.
Przyczepiłam do smyczy Jessy,a potem Sonię. Kiedy byłam już na chodniku, daleko od domu
Sonia bez powodu zaatakowała Jessy...
Gryzły się ok. 5 minut, nie wiedziałam co miałam robić, stałam roztrzęsiona (jak to ja), nawet
próbowałam je rozdzielić,ale nie miałam sama szans. Nie wiem jak to się stało, ale brat jechał rowerem i pomógł mi je rozdzielić, niestety było to bardzo trudne ... były tak agresywne ( najbardziej Sonia )
I wtedy ugryzła go w rękę, rana była duża, ciągle leciała krew...
Psy same uspokoiły się, chyba zrozumiały co wyrządziły.
Sonia miała najwięcej ran, m.in. rozciętą łapkę bez pazura :(
Od tamtej pory, już nie chodzę razem z nimi na spacer oraz nie są razem spuszczane na podwórku.
Już się w ogóle nie gryzą, na szczęście ... zawsze Sonia zaczynała, z byle powodu.
Bratu nic takiego się nie stało, nie ma już śladu po tym :) xD
Przepraszam,że to ostatnie zdjęcie jest tak rozmazane...

przykro mi... :(
OdpowiedzUsuńPierwsze zdjęcie się nie wyświetla... Też mi przykro ale sliczne sa twoje pieski :O Jesy ma piekne umaszczenie
OdpowiedzUsuń